Jak kupić grę na konsolę i nie zbankrutować? Praktyczne wskazówki

4234400-destiny


Na pytanie PC czy konsola, zawsze odpowiedział byś to drugie? A może po prostu zabawa ze swoim PlayStation czy Xbox’em sprawia ci więcej frajdy niż ten sam tytuł sterowany przy pomocy myszy i klawiatury? Chcesz grać w nowe tytuły, ale twój pecet płonie, kiedy odpalasz Wiedźmina 3? Diagnoza jest prosta – masz konosolowcówkę. Nie ma na to lekarstwa, ale powinieneś uważać, gdyż co jakiś czas wirus powodujący tę chorobę zaostrza swoją aktywność. Najczęściej dzieje się to w momencie zakupu sprzętu do grania lub po prostu w dniu premiery nowej, wirtualnej fabuły, którą bardzo chciałbyś ukończyć. Najbardziej cierpi na tym twój układ finansowy, gdyż świeżynki konsolowe potrafią osiągać naprawdę astronomiczne ceny. Zoptymalizowane tak, by twoje PS4 wyświetlało je w najwyższych detalach lub wydane jedynie jako ekskluzywny tytuł na Xbox One, nawet w podstawowej wersji uszczupla twoje konto o ok. 200 zł. W tym samym czasie ten sam tytuł na PC kosztuje mniej-więcej o połowę mniej. Czy można coś z tym zrobić? Jak nie zbankrutować będąc zapalonym konsolowcem?

Dlaczego tak jest?

Posiadacze komputerów osobistych płacą mniej z swoje gry. Oczywiście dla przeciętnego gracza nawet 100 zł za tytuł będzie wydatkiem nie do zaakceptowania, ale by grać na PC trzeba mieć też pewność, że podzespoły zdołają sprostać wymaganiom danej gry. Dlatego i jedni i drudzy tracą tu pieniądze w niemal równym stopniu. Pecetowcy na nowe procesory, pamięć RAM, karty graficzne i płyty główne, a konsolowcy na nowy sprzęt co kilka lat i na diabelnie drogie gry. Rachunek i tak jest więc bardzo zbliżony, choć niektórzy zauważają, że posiadanie PlayStation lub Xbox’a jest mniej stresujące. Nowa generacja tego sprzętu już jednak zaczyna odczuwać braki mocy i w sieci pojawiają się pierwsze wzmianki o rozbudowie nowego urządzenia Sony do wersji 4,5 (przy pomocy zewnętrznego urządzenia). Wróćmy jednak do tematu…

Tylko cierpliwość może cię uratować

Aktualizacja sprzętu jest tu darmowa, kupiona gra działa, ale jeśli chodzi o ceny… Sami wiecie. Dzień premiery, wydanie pudełkowe, nierzadko rozszerzone o dodatkowe gadżety i inną tego typu zawartość i posiadacz PS4 znowu musi zaciskać pasa (no chyba, że zbierał na dany tytuł już od dłuższego czasu). Wystarczy jednak odrobina cierpliwości i opanowania, by przekonać się nie tylko czy długo wyczekiwany tytuł jest wart tych pieniędzy, ale by zaoszczędzić swojemu portfelowi tak dużego wydatku. Część gier, które marketingowo prezentują się wspaniale, już po kilku tygodniach okazuje się produktem słabym, niedopracowanym, złym lub nudnym. Dochodzi więc do spadku wartości i tak już rok po premierze można je kupić (nowe i na promocji) w nawet 50% niższej cenie. Potrzeba do tego jednak samozaparcia, a nie każdy gracz ma w sobie tyle siły. Inna sprawa, że przez ten czas wiele błędów może zostać naprawionych i wydanych jako tańsza, ale ulepszona edycja rozszerzona. Jednym słowem: opłaca się wytrwać. Jest przecież tyle innych gier do ukończenia. Poza tym mamy wiosnę, więc choć zima nie była zbyt uciążliwa, to jednak warto ogrzać się w promieniach słońca ze znajomymi, a wirtualny świat zostawić sobie na wieczory i deszczowe popołudnia.

gameinformer-article-screenshot-4

Gry z drugiej ręki

Zaletą rynku gier jest fakt, że nawet ktoś kto gra w Wiedźmina 3: Dziki Gon może stwierdzić, że zaprezentowana opowieść i jej mechanika są dla niego niewystarczające. Są też gracze niedzielni, którzy ulegają modzie, kupują grę (lub dostają ją w prezencie), a po kilku miesiącach okazuje się, że nie zagrają w nią, więc wystawiają na sprzedaż. Cena? O wiele niższa niż koszt zakupu. Konsolowe płyty, jeśli o nie dbać, są zazwyczaj w bardzo dobrym stanie. Gorzej tu z pudełkami. Nigdy nie możemy tego zrozumieć, jak można tak porysować pudełko, skoro jego użycie ogranicza się jedynie do wyciągnięcia płyty i kilku papierowych dodatków. Najnowszy Wiedźmin ma już niemal rok na karku i co się okazuje? Tak, w sklepach z grami używanymi potrafi kosztować już nawet 120 zł. Nie wszystkie gry starzeją się jednak tak godnie. Inne tytuły (patrz The Order 1886) zaliczyły efektowny upadek z dużej wysokości i zbierają na operację przeceniając swoje życie do pułapu ok. 70 zł. Mowa tu jednak o nowej generacji, bo jeśli posiadamy poprzednią odsłonę konsoli Sony lub Microsoftu, to rynek tytułów używanych ma dla nas oferty nie do odrzucenia. Czy 40 zł za grę wydaje się wam sprawiedliwą ceną? Nam jak najbardziej, a z czasem będzie jeszcze lepiej. Wystarczy tylko znaleźć uczciwego sprzedawcę.

Wersje cyfrowe

Żadnego pudełka, żadnych papierowych instrukcji, koszulek, breloczków, map i bóg wie czego jeszcze. Czysta postać gry w postaci kilkunastu GB ściągniętych prosto na dysk konsoli to nie tylko oszczędność miejsca na półce, ale również mniejszy koszt zakupu i to nawet o połowę. Świat cyfrowych danych ma również tę zaletę, że wkraczając w niego możemy pobrać sobie najpierw demo (choć nie zawsze) i sprawdzić czy dana gra naprawdę jest warta naszego czasu. Inna sprawa, że wirtualne sklepy powoli przejmują rynek, a pudełkowe wersje kojarzone są coraz częściej z wydaniami kolekcjonerskimi. Najpierw zniknęła książeczka ze szczegółową instrukcją, a teraz zanosi się na ograniczenie tłoczonych egzemplarzy gry w postaci płyt. Widać to na przykładzie tzw. DLC, które trafiają do sprzedaży w wersji cyfrowej i w bardzo niewielu przypadkach są one również „pudełkowane”. Jeśli osiągną sukces to może za 2 lata wyjdzie wydanie specjalne z dodatkową zawartością + gra, dla tych, którzy jeszcze nie grali. Dla tych, którym zależy na fabule, a nie na posiadaniu kawałka plastiku w ładnym opakowaniu jest to więc spora oszczędność. Cyfrowe kopie są też o wiele częściej przeceniane.

Podział kosztów

A oto wersja dla niecierpliwych i wszystkich tych, którzy nie mają zwykle środków, by pozwolić sobie na kupno konsolowych perełek. O ile szkolni przyjaciele nie powinni w ten sposób rozwiązywać problemu, to już rodzeństwo raczej da sobie radę z kłótnią. Każdy daje połowę i macie tytuł, w który możecie się zagrywać do upadłego. Ustalcie tylko zasady. Jedna osoba może spłacić drugą, po skończonej rozgrywce możecie sprzedać płytę i podzielić się zyskiem, a nawet można podarować „swoją połowę” jako prezent, kiedy jednej z osób dany tytuł szczególnie przypadnie do gustu. Jest oszczędność? Jest. Jest przygodna, historia i możliwość wspólnego grania? Też jest. Więc po co przepłacać? Jest tyle świata do zobaczenia, że nie opłaca się wydawać wszystkich pieniędzy na premierowe wersje gier na konsole. Dzięki temu możecie oszczędzić na weekendowy wyjazd z przyjaciółmi, albo po prostu kupić więcej tytułów. Wybór jest chyba prosty, prawda? 🙂

 

Zostaw odpowiedź