Call of Duty: Modern Warfare – recenzja z perspektywy czasu

Dziewięć lat to jednocześnie dużo i niewiele. Są ludzie, którzy swoje związki budują na takiej różnicy wieku (a nawet większej) i choć jednych to dziwi, a innych bawi, to nie da się do końca przewidzieć, jaki będzie efekt. Podobnie jak w przypadku gier, które wyszły w ostatnim roku, to co trafiło do sprzedaży w 2007 r. może okazać się dziś totalną klapą lub tytułem, który ma szansę na godne zestarzenie się na komputerach, konsolach i w pamięci graczy, którzy zdecydowali się na jego kupno i włączenie do swojej domowej kolekcji (czy to w wersji pudełkowej czy cyfrowej). Właściwie trudno uwierzyć, że to już 9 lat od chwili, gdy w nasze zręczne ręce, ćwiczone regularnie na padzie konsoli, wpadło Call of Duty: Modern Warfare, jednak nieubłagany upływ czasu zrobił swoje. Ostatnio jednak mieliśmy okazję wrócić do tego tytułu, więc chętnie podzielimy się z wami naszymi doświadczeniami – z perspektywy gracza „dojrzalszego” o niemal całą dekadę.

O co tym razem walczymy?

W Call of Duty: Modern Warfare dużo się dzieje, a to dlatego, że i nasze uzbrojenie jest całkiem bogate. Skoro więc my mamy nowoczesne spluwy to i nasi przeciwnicy nie próżnują podczas pobierania podręcznych miotaczy pocisków i innego zaopatrzenia z zaplanowanych dla nich przez twórców gry zasobów. Co do fabuły to nie jest ona już tak skomplikowana, jak schematy karabinu MP5, ale i tak wciąż daje radę i wprowadza świetny klimat. Oto rosyjski nacjonalista wraz z kilkoma innymi kolegami o równie nieprzyjemnym wyrazie twarzy chce przejąc władzę w swoim kraju. Można by pomyśleć „A co mnie to obchodzi? Nikt nie lubi Rosji, więc niech się nawzajem wystrzelają” , jednak wyżej wspomniany Zakajew chce koniecznie odwrócić od siebie uwagę przy pomocy organizacji i pomocy w szerzeniu planów terrorystycznych w innych zakątkach świata. Jak nie trudno się domyślić wyczulona na tym punkcie armia USA reaguje niemal natychmiast…a z każdą kolejną godziną gry zaczyna rozumieć, że ktoś próbuje zagrać jej na nosie, podczas gdy prawdziwe słodycze są przed nią ukrywane. Taki konflikt, przedstawiony w tym wypadku na dziejący się na przełomie XX i XXI wieku, jest zatem więcej niż prawdopodobny, więc tym łatwiej jest nam w niego uwierzyć i wczuć się w klimat. Gracz wciela się tu w w kilku różnych żołnierzy i powoli odtwarza całą historię przyglądając się nierzadko, jak jego kamraci dostają serią z karabinu po twarzy, albo bebechach. Czasem nawet możemy cofnąć się trochę w czasie by poznać odrobinę historii postaci – w tym do jednej z najlepiej zaprojektowanych misji w tej grze polegającej na cichym przejściu na tyłu wroga, eliminując lub omijając z prowadzącym nas sierżantem kolejnych oponentów, czołgi, śmigłowce oraz wieżyczki strażnicze.

modern 3
Różnorodność

Za czasów, kiedy pół świata zagrywało się w Call of Duty 2 różnorodność rozgrywki polegała jedynie na tym z czego strzelamy. Mogła to być albo broń ręczna, albo czołg… i to by było na tyle. W Call of Duty: Modern Warfare trafiamy do świata, który inspiruje się zapewne wojennym chaosem rodem z produkcji filmowych z Hollywood. Wszystko możemy zobaczyć w płynnych 60 klatkach na sekundę, a szybkość akcji i zmian na polu bitwy rzadko kiedy daje nam chwile wytchnienia, angażując na czas całej misji, która akurat staje się naszym udziałem. Wśród scenariuszy misji uwzględniono tu bardzo wiele działań wojennych: desant z jednego z najbardziej znanych śmigłowców Black Hawk, wspomniana powyżej zakamuflowana operacja na terytorium nieprzyjaciela, ostrzał z samolotu, pościg ciężarówką, ostrzał z helikoptera, a nawet namierzanie i oznaczanie celów dla wsparcia z powietrza. Ciągle zmieniamy skórę, ciągle zmieniamy broń i pojazdy. Dynamicznie likwidujemy kolejnych wrogów, ale wielokrotnie możemy zapomnieć o tzw. „czyszczeniu mapy”. Oponenci odnawiają się tu nieustannie i w końcu zabrakło by nam amunicji lub niepotrzebnie postradalibyśmy życie. Przemy więc naprzód, nie dlatego że ktoś nas zmusza, ale dlatego, bo czujemy, że liczy się każda minuta, a siły specjalne właśnie tak powinny działać – szybko, z zaskoczenia i skutecznie.

Nic się nie zmieniło przez te 9 lat?

Gdybyśmy 9 lat temu pisali recenzje Call of Duty: Modern Warfare to wyglądała by ona zapewne bardzo podobnie. Obecnie jednak dużo graczy jest dobrze zapoznana z tym tytułem, więc choć wiele z tego nie jest już nowością, to odkrycie jej po raz drugi (po takim czasie) może nasunąć więcej skojarzeń oraz dojrzalszych przemyśleń. Perspektywa znajomości jej młodszych kolegów też daje nam pogląd na to, jakie postępy poczyniła ta seria gier i jak przedstawia się obecnie na tle swojej dalekiej siostry oraz licznego kuzynostwa ze stajni Battlefield i tym podobnych FPSów. Dziewięć lat to także sporo czasu, aby ochłonąć z wrażenia po pierwszych doświadczeniach z tym tytułem. Zacznijmy od tego co się dla nas zmieniło i co współczesne gry robią lepiej. Naszą wersję ogrywaliśmy na PS3, a więc choć wyszła ona również na PS4 (zremasterowana) to na pewno można tu dostrzec różnice w grafice. Dla jednych może to być wada, dla innych zaleta, my pozostajemy neutralni, bo zabawa na tym w ogóle nie cierpi, ale czuć, że gra ma już kilka lat. Natomiast jeśli chodzi o sztuczną inteligencję przeciwników, to jak na dłoni widać, że na owe czasy nie była ona jeszcze tak dopracowana, jak mogli oczekiwać tego gracze. Ostatnią wadą, którą odkryliśmy jest trochę nierównomierny poziom trudności, który przynajmniej w kilku momentach znacznie skacze w górę i może bardzo irytować częstotliwością zgonów i świszczących wokół nas pocisków (z każdej możliwej strony). Poza tym jest tu wszystko co zapamiętaliśmy i czego szukaliśmy w kolejnych odsłonach – szybka akcja, klimat, widowiskowe wymiany ognia, wierni i kompetentni towarzysze oraz tryb multiplayer, przy którym można bawić się na jednym ekranie lub z innymi przez sieć (nadal zagrywa się w niego cała rzesza graczy, którzy jak my z łezką w oku wspominają starego i ciągle godnego uwagi CoD’a z 2007 roku).
 modern2

Dodaj komentarz