Czym są DLC i co sądzą o nich gracze?

Nie od dziś wiadomo, że kontrowersyjne tematy sprzedają się najlepiej, a takim są niewątpliwie DLC. Ci co pamiętają rynek gier z początku XXI wieku wiedzą, że to co obecnie jest na porządku dziennym, kiedyś było jedynie sporadyczną praktyką. Grając w Gothica, Postala, czy inne popularne w owym czasie tytuły, które notabene zdobywaliśmy kupując miesięczniki o grach jak CD-ACTION, wiedzieliśmy, że otrzymujemy pełnowartościowy produkt. Historie były mniej lub bardziej spójne, zakończenie w miarę jednoznaczne lub zapowiadające nową część, a fabułę spinała elegancka klamra. Po jakimś czasie na rynku mógł pojawić się tzw. „dodatek do gry” oferujący nowy, ciekawy rozdział lub kontynuacje gry – w Postalu przeżywaliśmy 5 dni tygodnia z życia głównego bohatera, a dodatek dodawał nam jeszcze weekend. Wszyscy to akceptowaliśmy i nikt nie czuł się oszukany. Nadszedł jednak czas kiedy na rynku gier komputerowych i konsolowych zaczął dominować irytujący skrót DLC.

Czym jest DLC?

Musimy tu jasno zaznaczyć, że nie każdy materiał wypuszczony na zasadzie DLC jest zły. Niektóre z nich są wręcz oczekiwane i jak najbardziej uczciwe. Nie bez powodu wspomnieliśmy na początku o dodatkach do gier, gdyż DLC to właśnie takie „dodatki”. Jest to właściwie skrót od Downloadable Content, który znaczy tyle co materiał możliwy do pobrania (oczywiście przez Internet). Problem polega jednak na tym, jak producenci gier wykorzystują obecnie tą formę dystrybucji owoców swojej pracy. Zbaczając na chwilę z tematu… Każdy z nas, kto posiada smartfona i na nim gra napewno zauważył, że uczciwość rozgrywki jest tu dość relatywna. Wszystko sprowadza się w zasadzie do tego, czy odblokujemy jakieś super-możliwości lub dodatkowe bonusy i w ten sposób zdobędziemy przewagę nad innymi graczami. Jak to zrobić? Oczywiście płacąc prawdziwymi pieniędzmi (szybki przelew, płatny SMS i już możemy równać się z graczami, którzy zamiast płacić zdecydowali się stopniowo rozwijać swoją postać – to tzw. metoda mikropłatności). Niby kilka złotych, ale jeśli bonus jest tymczasowy to kiedyś trzeba go będzie odnowić. DLC to coś bardzo podobnego.

Premiera gry

Długo czekałeś na jakiś tytuł. W dniu premiery wydajesz swoje ciężko zaoszczędzone pieniądze – dla gier PC ponad 100 zł, dla konsol często nawet 200 zł – i gdy tylko wracasz do domu, zaczynasz upajać się nową historią i konstrukcją rozgrywki. Gra okazuje się jednak bardzo krótka, a dla doświadczonego gracza może nawet nie przekroczyć 10 godzin. Czujesz niedosyt, ale może historia będzie kontynuowana w kolejnej cześć? Pewnie będzie, ale nim to nastąpi zostaniesz poinformowany o kilku DLC do swojego tytułu. Kiedyś opowiedzenie historii z perspektywy kilku postaci w danym tytule zawierało się na jednej płycie (ot tak, by wciągnąć gracza i dać mu w pełni skończony fabularnie produkt). To co było dalej lub co wydarzyło się gdzieś pomiędzy mogły wyjaśniać kolejne części lub ewentualnie dodatek. Teraz (jak np. w The Evil Within) dostajemy wersję podstawową i krótko po tym 3 różne DLC, za które musimy dodatkowo zapłacić, z tym że nie są wcale takie małe sumy. Koszmar. A co jeśli nie masz konsoli podłączonej do Internetu? Najgorsze jest jednak to, że producent robi to świadomie – wypuszcza okrojony produkt w pełnej cenie, by potem uzupełniać go za dodatkowe pieniądze i tak dostajemy jedną krótką historię w kilku kawałkach – zupełnie jak kinowego Hobbita. Za jakiś czas pewni wyjdzie reedycja płytowa zawierająca wszystkie dodatkowe treści wraz z wersją podstawową, ale na takie coś trzeba zwykle długo czekać, a wierni gracze zostają na wstępie oszukani.

DLC nie zawsze jest złem

To też nie tak, że każdy producent wypuszczający na rynek DLC do swojej gry próbuje nas oszukać i wyrwać pieniądze z kieszeni. Są takie tytuły (np. Wiedźmin 3 czy Dragon Age Inkwizycja) gdzie wersja podstawowa była pełnowartościowym produktem, a dodatkowe godziny rozgrywki, ekwipunek, misje i mapy to zupełnie nowe pomysły, które narodziły się w głowach twórców po wydaniu podstawki. Gracze chcą wrócić do swojego ulubionego świata więc nie czują się oszukani. Studio komputerowe zarabia. Wszyscy są zadowoleni. Może się nawet okazać, że DLC jest jeszcze lepsze od podstawowej wersji, bo np. ulepszono model walki, historia jest lepiej prowadzona, dialogi lepiej napisane i nie żałujemy, że wydaliśmy na nie dodatkowe pieniądze – to się właśnie kiedyś nazywało dodatkiem. Tak właśnie stało się z Wiedźminem 3: Serca z Kamienia, który zbiera jeszcze więcej pochlebnych opinii niż jego pierwowzór (a producent zapowiada jeszcze jednego DLC z tej serii).

Zostaw odpowiedź