DLC do Wiedźmina 3 – w oczekiwaniu na Krew i wino

Nasz duma narodowa i międzynarodowy produkt, dzięki któremu polskie studio CD Projekt Red ustanowiło nowe standardy dla jakości i mechaniki gier RPG z otwartym światem, jest obecnie znany niemal na całym świecie. Oczywiście tylko polski gracz będzie w stanie zrozumieć wszystkie smaczki i nawiązania do kultury i obyczajowości słowiańskiej, ale to czyni z niego produkcję na miarę GTA, gdzie wyśmiewanie amerykańskiej popkultury i jej tworów jest na porządku całej rozgrywki. Wiedźmin 3: Dziki Gon jeszcze rok temu był jedną z bardziej oczekiwanych gier roku. Zwiedzając Nowy Jork można było oglądać jego reklamy w samym centrum miasta np. na Time Square. To samo działo się na kontynencie azjatyckim oraz w większości europejskich krajów. Dziś jego popularność nie zmalała ani trochę, co więcej, dzięki licznym DLC przygody Geralta uznawane są za rozrywkę godną swojej ceny.

Gracz nie czuje się oszukany
Triss
Już 19 maja minie pełny rok, odkąd na sklepowych pułkach pojawił się Wiedźmin 3: Dziki Gon. Nam ukończenie tego tytułu niemal w całości zajęło prawie miesiąc (jakieś 150-160 godzin). W tym czasie studio CD Projekt Red jednak nie próżnowało i gdy zdawało się już, że lada dzień będziemy musieli pożegnać się z Ciri, Geraltem i narracją w wykonaniu Jaskra otrzymaliśmy pierwsze DLC. W każdym innym przypadku producent kazał by nam za nie zapłacić, ale nie tym razem. Nagrodą za posiadanie oryginalnej kopii tej gry jest bowiem dostęp do aż 16 dodatków (całkowicie gratisowych). Taki Dragons Age: Inkwizycja za wprowadzenie nowego rynsztunku, wierzchowca i misji kazał nam płacić. CD Projekt postąpił jednak dużo uczciwiej. Nie udało im się zmieścić kilku misji i mini projektów, więc zamiast wypuszczać niedopracowaną całość, dali sobie trochę czasu, by gracz nie stracił niczego z ich pracy i był w pełni zadowolony.

Mamy tu dodatkowe misje („Jak kot z wilkiem”, „Najgroźniejszy potwór na Skellige”, „Złoto głupców” oraz „Zaginieni górnicy”), elementy rynsztunku (w tym zbroje wiedźmińską cechu wilka), nowe animacje postaci podczas walki, zmienione stroje dla Ciri, Yenefer oraz Triss, a także fryzury i brody dla Geralta. Tym co wielu brakowało w podstawowej wersji był również brak trybu Gry+, więc projektanci postarali się by darmowy pakiet DLC również zaspokoił to zapotrzebowanie i umożliwił graczom ponowne przeżycie przygody, już rozwiniętym wiedźminem. Gracze byli w siódmym niebie, a potem nadeszły… „Serca z kamienia”.

Serca z kamienia
Shani
Wydawca najnowszej gry o przygodach wiedźmina z Rivii zapowiedział w zaszłym roku, że gra otrzyma dwa duże dodatki fabularne. Część społeczności graczy oburzyła się, myśląc że próbuje się ich oszukać i sprzedać to co powinno być w wersji podstawowej. Opary niepewności rozwiała jednak sama rozgrywka, która niektórym zajęła nieco ponad 100 godzin, innym natomiast blisko 200. Pięć miesięcy później (mniej więcej) otrzymaliśmy zapowiedziane „Serca z kamienia” i… ponownie się zakochaliśmy. Dlaczego? Schemat rozgrywki nie zmienił się tu ani trochę, za to główny wątek fabularny był jeszcze lepiej dopracowany niż w podstawce Dzikiego Gonu. Współczesne gry cierpią na tendencje do wydłużania rozgrywki na siłę, a i tak udaje im się osiągnąć marne 8-10 godzin. „Serca z kamienia” robią z nich miazgę (a to przecież tylko DLC), gdyż by poznać smak przygody i rozwiązać tajemnicę Pana Lusterko i Olgierda von Evereca potrzeba tu nawet 15-20 godzin walki, dialogów, gry w gwinta, poszukiwań tropów i konnej jazdy.

Dostajemy więc nowy obszar mniej więcej wielkości Białego Sadu, kilka pobocznych zadań i historię tak filmową i przykuwającą do fotela, jak tylko można. Smak słowiańszczyzny, czuć tu wszędzie, a nawiązanie do funkcjonowania urzędów skarbowych w Polsce, koronek koniakowskich, kultury sarmackiej oraz Pana Twardowskiego jeszcze bardziej nakręca nas do wejścia głębiej w ten nowy kawałek świata. Dodatek ten daje nam ponadto:
– dwa zakończenia,
– nową opcję romansową (ach ta wyprawa łódką na księżyc ze słodką doktor Shani),
– możliwość stworzenia zbroi wiedźmińskiej nowego cechu oraz oczywiście nowych, jeszcze potężniejszych mieczy,
– możliwość kupna fizycznej wersji z dwoma taliami do realnej gry w gwinta,
– okazję do zwiedzania całego dotąd dostępnego świata,
– rozpoczęcia rozgrywki dotąd posiadaną postacią (minimalny zalecany poziom to 32) lub pójście na skróty i grę w dodatek gotowym Geraltem (trzeba mieć jednak ukończony prolog podstawowej wersji by to zrobić),
– zdobycie wielu unikalnych przedmiotów (w tym takich, które związane są z wyborem konkretnego zakończenia),
– dostęp do nowych handlarzy oraz rzemieślnika, który za dość wysoką opłatą może zaklinać nasze miecze oraz zbroje, dając im tym samym bardzo ciekawe i potężne właściwości),
– wiele przepięknie napisanych dialogów i misji (nasze ulubione to „Hulaj dusza!” oraz „Sezamie otwórz się!” które napawa nostalgią do napadów na bank z serii GTA).

Czego możemy spodziewać się w „Wiedźmin 3: Krew i wino”?
Wiedźmin-3-Krew-i-Wino

Od chwili, gdy społeczność graczy zrozumiała, jak wiele pracy zostaje włożone w kolejne dodatki do Wiedźmina 3, oczekiwanie na drugi ogromny DLC fabularny stało się pełne plotek, szczątkowych informacji, screenów i spekulacji na temat terminu pojawienia się w sprzedaży. Na dzień dzisiejszy data nie została ustalona, jednak na jednym z większych portali gamingowych można było przez pewien czas przeczytać o terminie 7 czerwca 2016. Z racji tego, że data ta była tak dokładna (szybko została jednak usunięta, więc może jakieś newsy nieopatrznie wyciekły), możemy się spodziewać, że już w przyszłym miesiącu wrócimy do zabijania potworów – zarówno srebrnym, jak i stalowym mieczem. Wśród pewnych informacji na temat tego dodatku są między innymi:
– nowy obszar o nazwie Touissant (wielkością ma dorównywać wyspom Skellige z Dzikiego Gonu),
– okładka, która sugeruje, że głównym oponentem będzie potwór należący do kategorii wampirów wyższych,
– całkiem nowy pakiet zadań dodatkowych, zleceń wiedźmińskich, oraz wielowątkowa fabuła głównej historii przedstawianej w tym DLC,
– nowa talia do gry w gwinta (nie wiadomo jednak, czy fizyczna wersja gry otrzyma kolejne dwie talie do realnej gry z przyjaciółmi).

Jeśli ktoś nie wykupił season pass’a zapłaci za tą część kolejne 70 zł (wersja pudełkowa), podczas gdy wcześniejszy zakup gwarantuje otrzymanie obu dodatków fabularnych za 99 zł. Oczywiście wersja cyfrowa będzie pewnie tańsza, ale dla prawdziwych fanów posiadanie fizycznej kopii oraz kart do gwinta jest o wiele ważniejsze. Ile można przecież grać z krasnoludami, elfami i ludźmi w Velen, Novigradzie, Oxenfurcie i na Skellige, skoro można to robić z przyjaciółmi. Jak tylko dostaniemy „Krew i wino” w nasze łapki na pewno podzielimy się z wami swoją opinią, a tymczasem trzeba ubić kolejnego archegryfa, kilka utopców i jakąś babę wodną, bo co to by było za życie bez politycznych intryg, czarodziejek, wiedźmińskich dekoktów i wiernej Płotki, która lubi klinować się w najdziwniejszych miejscach i pozach 🙂

Zostaw odpowiedź