Dragon Age: Inkwizycja – recenzja

Tym, którzy znają serię gier fabularnych Dragon Age chyba nie muszę przedstawiać najnowszego, choć lekko już starzejącego się tytułu opatrzonego słowem „Inkwizycja”. Historia jest tu kontynuacją, dwóch poprzednich i zogniskowana została wokół konflikty Templariuszy z Magami. Jak wiemy z poprzednich części obie te frakcje mają ze sobą nie lada problemy, a oskarżenia sypią się z ich ust niczym śnieg w zimie na terenach podbiegunowych. Templariusze oskarżają magów o pakty z demonami i sprowadzenie zagrożenia na świat ludzi, magowie czuja się zaszczuci i zaczyna im przeszkadzać brutalne traktowanie. Zakończenie drugiej części jest kumulacją wszystkich żali i nie napawa optymizmem, ani wiarą, że konflikt ten uda się w najbliższym czasie zażegnać. Dragon Age: Inkwizycja daje nam jednak nadzieję, że w końcu zapanuje pokój. Zaplanowano negocjacje, obie strony zgodziły się na dialog i poszukiwania wspólnego języka, no ale oczywiści musiało pójść coś nie tak. Niebo się rozdarło, zalewając wszystko zielonym słupem światłą, wszyscy nie żyją, a demony zaczęły hulać po całej krainie Thedas. Nikt nie wie co robić… i w tym momencie na scenę wkraczamy my.

20150316082353

Wprowadzenie do historii – czyli kim jestem?

Nie ma nic bardziej oklepanego niż motyw utraty pamięci przez głównego bohatera. Dookoła zgliszcza, słychać biegające demony i ich wrzaski, a my leżymy nieprzytomni pośród popiołu i kamieni, jak gdyby nagły wybuch nie zabił wszystkich dookoła. Co się stało? Dlaczego tylko my żyjemy? Trzeba to będzie odkryć. W końcu ktoś nas odnajduje, zaliczamy dłuższy dialog z możliwością wybrania tonu wypowiedzi i od razu ruszamy w kierunku dziury w niebie – ktoś przecież musi ją zamknąć. Okazuje się to jednak niemożliwe. Coś nie pozwala nam zatrzymać demonicznego zagrożenia, a znamię na dłoni nie jest dość silne. Rządy upadły (wszyscy ważniejsi byli na tym spotkaniu) więc trzeba zatroszczyć się o kraj. Jesteś jedyną nadzieją! Ratuj ich! I inne podobne klisze, które były już w tysiącach innych tytułów. Nie zapominajmy oczywiście, że gdzieś tam czai się pradawne zło, które tylko Wybraniec może unicestwić. Brzmi strasznie sztampowo i nudno, prawda?

dai-6

Skąd te nagrody i tytuł roku?

Dragon Age: Inkwizycja pomimo niezwykle prostego pomysłu na spisek fabularny jest bardzo grywalnym tytułem. Obecnie doczekała się ona kilku DLC, a wszystkie tytuły i nagrody są według nas jak najbardziej zasłużone. Ta gra może się podobać i co najważniejsze wcale nie jest nudna. Kojarzycie te tytuły, gdzie gracz wciela się w zbawce ludzkości, wycina wszystkie potwory, jakie spotka, pokonuje głównego bosa i… to by było na tyle? Obawialiśmy się, że tak będzie i w tym przypadku, ale najnowszy Dragon Age jasno dał nam do zrozumienia, że nic tu nie jest takie, jak wygląda na pierwszy rzut oka. Gra ta spiskami i politycznymi gierkami żyje i nim się obejrzymy, siedzimy w tym po uszy, mamy swoje zobowiązania i kształtujemy to, jak wygląda świat. I naprawdę czujemy, że nasze działania są ważne, że coś od nas zależy. Chociażby dla klimatu bycia prawdziwym bohaterem warto odpalić ten tytuł.

dragon-age-inkwizycja-25.04.14_13_176c9

Wady i zalety

Nie chcemy zbyt dużo zdradzać, więc skupimy się na wadach i zaletach tego tytułu. To co nas szczególnie raziło podczas gry to:
– niesłychanie krótki wątek fabularny (jak na ponad 100 godzin zabawy, najmniej spędza się tu na popychaniu fabuły do przodu),
– duża liczba powtarzalnych zadań (przynieś, wynieś, pozamiataj),
– niewygodny tryb taktyczny (i to właściwie było by na tyle, jeśli chodzi o wady).

Urzeczeni nowym Dragon Age o wiele bardziej chcemy podzielić się z wami jego zdecydowanie dłuższą liczbą zalet:
– historia, która wciąga i jest niezwykle długa (zadania poboczne i czyszczenie mapy ze znaczników pozwolą wam zwiedzić cały świat i wbić całkiem przyzwoity level),
– różnorodni kompani, których możemy sobie sami kształtować i dobierać do walki tak, by uzupełniali naszą postać,
– ogromne i różnorodne tereny,
– smoki, których zabicie co prawda nie jest obowiązkowe, ale skłania do pracy nad swoim bohaterem (nagroda za ich zgon jest więcej niż przyzwoita),
– można mieć wierzchowca,
– spotykamy starych przyjaciół w nowej odsłonie (nawet swojego bohatera, którym graliśmy w poprzednią odsłonę Dragon Age),
– otwarty świat (robisz co chcesz, jak chcesz i kiedy chcesz, a wątek główny możesz odłożyć nawet na kilkadziesiąt godzin, gdyż tyle jest w tym świecie do zrobienia),
– rozwiązanie strategiczne, czyli wygoda i potencjał stołu taktycznego,
– 4 rasy postaci (w tym Qunari) i trzy klasy, które możemy dowolnie kształtować,
– bardzo rozbudowane i różnorodne drzewko umiejętności,
– perfekcyjnie oddany klimat świata,
– dynamiczne i widowiskowe walki,
– nasz pamperek może w końcu skakać (niewiele, a ile daje radości podczas eksploracji terenu).

Dodaj komentarz