Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 3 – recenzja i przypomnienie przed premierą kolejnej części

Niedługo czeka nas premiera kolejnej odsłony gry opowiadającej o przygodach blond-włosego ninja, dlatego też, postanowiliśmy sobie odświeżyć opinię na temat jej 3 części. Z góry musimy jednak uprzedzić, że jako fani anime mamy słabość do tego uniwersum, więc jeśli ta recenzja wyda wam się odrobinę zbyt entuzjastyczna… to tak właśnie jest.

Obiektywny może być tylko ten, kogo coś nie obchodzi, nie interesuje, czyli osoba, która nic nie odczuwa – wychodzi na to, że pisaniem recenzji w takim wypadku powinien zajmować się robot. Nie ma jednak co zwlekać, klikamy Ultimate Adventure i zaczynamy zabawę.

naruto-shippuden-ultimate-ninja-storm-3-full-burst-screenshot-ME3050193393_2

Już na samym początku zaskoczenie (przypominamy, że Naruto Shippuden UNS 2 zakończył się walką z Painem), gdyż historia zostaje cofnięta do dnia… narodzin głównego bohatera. Kiubii, czyli dziewięcioogoniasty potwór, zostaje uwolniony i niszczy wioskę, a my jesteśmy nagle w centrum tych wydarzeń i podejmujemy walkę w obronie mieszkańców. Arena jest tu ogromna, tak jak przeciwnik, a my jako trzeci Hokage musimy skacząc po dachach i synchronizując potężne ataki jak najszybciej rozprawić się w zagrożeniem. To takie mrugnięcie okiem w stronę gracza, gdyż jest to właściwie pierwszy raz, kiedy mamy możliwość poznania tych wydarzeń tak dogłębnie. Jak wypadła ta innowacja? Genialnie (jako fani czujemy się w pełni dopieszczeni). Dynamika akcji i sposób przedstawienia nie mógłby chyba być lepszy.

Na pewno jest to gra warta polecenia, jednak tylko ci, którzy znają uniwersum Naruto lub/oraz grali w poprzednie odsłony tej gry, będą w stanie docenić i zrozumieć wszystkie smaczki i niespodzianki jakie przygotowali dla nich twórcy. Jest to mały minus tej serii, gdyż by w niej w pełni uczestniczyć trzeba być na bieżąco z całą opowieścią i wszystkimi postaciami, które jak dotąd się w niej pojawiły. Jeśli więc za poznawanie tej części zabrał by się zupełny nowicjusz to byłby on z góry na straconej pozycji – gra może i czyni retrospekcje, ale co już raz zostało powiedziane (w poprzednich częściach) nie zostanie w tej serii powtórzone. A szkoda… Chociaż z drugiej strony fani serii mogą poczuć się dzięki temu wyróżnieni… Cóż, to bardzo relatywny akapit 🙂

naruto-shippuden-ultimate-ninja-storm-3-screenshot-ME3050130328_2

Może parę słów na temat mechaniki rozgrywki. Jeśli graliście w poprzednie odsłony tej gry to nie będziecie zaskoczeni tym co się tutaj dzieje. To co zauważyliśmy już na samym początku to to, że wszystko stało się jeszcze bardziej spektakularne. Postacie rozwinęły się i znowu mamy nowych, grywalnych awatarów. Kupując Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 3 dostajemy tak naprawdę 3 typy rozgrywki. Pierwszy to tryb przygody, czyli kontynuacja historii Naruto i świata ninja, drugi to tzw. „free battle” – wybierasz pamperka i walczysz ze znajomym na jednym ekranie. Ostatnim trybem jest tradycyjnie rozgrywka on-line. Mamy trochę eksploracji i biegania po dużym (choć pustym) świecie i co jakiś czas uruchamiamy kolejną walkę.

Walcząc w Naruto należy pamiętać, że ten rodzaj świata ma kilka swoich unikalnych mechanizmów:
– każdy mocniejszy atak wymaga odpowiedniej ilości chakry (bez niej jesteśmy skazani na walkę wręcz),
– ataki dzielą się tu na dystansowe i w zwarciu (możemy używać do tego przedmiotów lub chakry),
– świat ninja to świat jutsu (bez nich nie jesteś w stanie tutaj przeżyć, więc trzeba się ich dobrze nauczyć),
– walka jest tu bardzo dynamiczna (skoki, uniki, bloki, szybki bieganie),
– by uniknąć obrażeń można stosować jutsu podmiany lądując tym samym za plecami przeciwnika, lub gdzieś obok,
– blok może zostać złamany, możemy złapać oponenta i nim rzucić,
– jutsu opierają się na 5 żywiołach oraz ich połączeniach (ziemia+ogień=lawa),
– jeśli uda się nam wytrzymać dostatecznie długo to możemy uruchomić tu tzw. „przebudzenie”, które czasowo zwiększa nasze obrażenia, szybkość, czy nawet całkowicie zmienia postać,
– ta część ma w sobie zadziwiająco wiele sekwencji QTE (wciskania odpowiednich przycisków w odpowiednim momencie),
– w trakcie walki możemy przywołać na chwilę maksymalnie dwóch towarzyszy, którzy wskakują na areną, odpalają swoje jutsu i znowu wracaj poza zasięg naszego wzroku.

zCCswye
Wszystko w tym świecie działa płynnie i widowiskowo. Przeciwnicy z którymi przyjdzie się nam mierzyć to już nie słabe dzieciaki, czy zwykli ninja. W tej części trafiamy na prawdziwe legendy, sami stopniowo stając się jedną z nich. My bawiliśmy się przy tej grze jak gdyby to był znowu pierwszy raz i tak samo mocno przeżywaliśmy przygody bohaterów, którymi przyszło nam tutaj kierować (a było ich całkiem sporo).

Największy ból odczuliśmy na końcu gry, kiedy to rozpoczęło się ostateczne (i niezapisywalne) starcie. Jeśli słyszeliście o nim jakieś plotki to zapewne są one prawdziwe, a na pewno jedna z nich, której nie dawaliśmy wiary, dopóki sami nie przekonaliśmy się na własnej skórze. Ostateczna walka ma kilka etapów i w sumie zajęło nam ok 1,5 godziny by ją ukończyć. Cała gra to jakieś 15-18 godzin zabawy (fabularnej), więc to nie mała część tej rozgrywki – gdyby nie kilka zgonów to zapewne było by to ok. 1 godziny (może trochę więcej, ale to i tak całkiem sporo).

Kiedy jednak skończymy przygodę nie musimy wcale odstawiać trzeciej części przygód Naruto na półkę. Jest jeszcze wiele do odkrycia w tym świecie – w tym ukryty rozdział. Teraz wreszcie możemy sprawdzić jak każda z 80 postaci spisuje się w walce oraz stoczyć wiele kanapowych pojedynków ze znajomymi. Jeśli dobrze pójdzie to starczy nam zabawy, aż do premiery Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 4. Oby tylko nowa część miała więcej walki, a mniej przydługich dialogów.

Zostaw odpowiedź