Remaster w tytule gry – czyli co tak naprawdę kryje się pod tym pojęciem

Świat gier komputerowych co jakiś czas przeżywa pojawienie się gry, która zapada graczom w pamięci na długo i z biegiem lat staje się wręcz tytułem kultowym. Szkoda byłoby więc utracić ten potencjał, dlatego co jakiś czas wydaje się stare tytuły w ulepszonej odsłonę, nierzadko dodając do ich tytułu (lub umieszczając w materiałach reklamowych) tzw. „remaster”. Mówiąc najprościej jest to sposób, by stary tytuł na nowo mógł zafascynować graczy, jednak w odświeżonej szacie graficznej i przy wykorzystaniu najnowszych możliwości technicznych sprzętów do grania. Obecnie coraz więcej tytułów, które wyszły na konsole poprzedniej generacji jest w ten sposób reklamowanych i udostępnianych dla użytkowników PS 4 oraz Xbox One. Zastanówmy się jednak, czy to co otrzymujemy jest właściwie zgodne z nazwą, jaka widnieje na pudełku. Naszym zdaniem nie (a przynajmniej w dużej ilości przypadków to trochę naginanie prawdy i po prostu mechanizm sięgnięcia do kieszeni graczy).

Co znaczy remaster?

By zrozumieć to sprytne niedopowiedzenie i kamuflowanie chęci zysku powinniśmy zastanowić się czym zremasterowana gra powinna być. Pojęcie to zakłada, ingerencję w kod programu w celu podwyższenia jego atrakcyjności wizualnej i dźwiękowej oraz by dać graczom stary tytuł w nowej formie. Dla wielu producentów gier znaczy to tyle, że trzeba podwyższyć rozdzielczość obrazu i szczegółowość tekstur i… no to właściwie tyle. Dlatego np. God of War 3 wydany pierwotnie na PS3, a następnie zremasterowany na PS4 jest właściwie tą samą grą (tyle że ładniejszą). To oczywiście nic złego, gdyż już w latach 80-tych ubiegłego wieku praktykowało się tego typu przenoszenie gier na inne platformy, jednak stanowczo za mało by nazwać grę remasterem. Czym jest więc nowy-stary God of War 3? Pojęcie to było kiedyś popularne lecz sprytnie o nim zapomniano. Odświeżone przygody Kratosa to nic innego jak port – gra dostosowana do nowych możliwości sprzętowych, dająca możliwość uczestniczenia w przygodzie tym z graczy, którzy nie mieli takiej okazji, a chcieli by poznać jednego z bardziej charyzmatycznych bohaterów, który swojego czasu zmasakrował grecką mitologię.

Portów nam dostatek

Gdyby policzyć gry, które zostały wydane jako remastery i skonfrontować je z liczba faktycznych produktów, które nimi są, to szybko zauważylibyśmy, że rynek gier wypuszcza przede wszystkim porty na nowsze platformy. Nie inaczej stało się np. ze świetną grą Naughty Dog, znaną pod tytułem The Last of Us. Kiedy rynek otrzymał ten produkt dwa lata temu, nikt nie podejrzewał, że możemy mieć do czynienia z grą roku. Szybko jednak zaczęła się rewolucja konsolowa i nowa generacja zaczęła wypierać starszy model. Produkt był jednak świeży, więc można by było go sprzedać ponownie, dlatego zapadła decyzja o remasterowaniu przygód Joela i Ellie. Nawet w tytule dodano to magiczne słowo, jednak… dostaliśmy kolejny port. Historia uwodzi i wgniata w fotel w nowej i większej rozdzielczości i to w zasadzie tyle – modele postaci bardziej szczegółowe, świat ostrzejszy i płynniej animujący się na ekranie. To samo dzieje się w Journey wydanym pierwotnie na PS3.

Czy remastery w ogóle istnieją?

Mało optymistycznie jak na razie wygląda sytuacja rynku gier spod znaku „remaster” – przynajmniej tak może wynikać z powyższych akapitów – jednak niektórzy wydawcy postarali się o wiele bardziej i w pocie czoła przygotowali dla nowych graczy (nowej generacji konsol) swoje stare produkty wzbogacone o niedostępne wcześniej tryby, lokacje, czy jak to zrobiono w przypadku Halo 2 o całkowicie nowe i napisane od podstaw tekstury, filmiki przerywnikowe (w nowej reżyserii) oraz oczywiście podkręconą grafikę szalejącą w magicznym 1080p60. Wisienka na torcie remasterów jest również GTA V, gdzie dodatnie trybu pierwszoosobowego całkowicie zmieniło sposób eksploracji świata przez gracza (choć historia jest ta sama). Mamy nadzieje że pomoże to wam od dziś odróżnić ambitnego remastera od zwykłego portu generacyjnego.

Dodaj komentarz