Wiedźmin 3: Dziki Gon – pierwsze wrażenia

Możecie spytać, dlaczego za tytuł, który swoją premierę miał niemal 10 miesięcy temu, zabieramy się dopiero dziś? Dlaczego robimy to dopiero kiedy na rynku jest już jeden potężny dodatek, a drugi („Wiedźmin 3: Krew i wino”) zbliża się wielkimi krokami? Nic nas nie usprawiedliwia, jednak nauczeni tym, że „glitche” po premierze to już w zasadzie norma, woleliśmy poczekać na łatki usprawniające i eliminujące największe błędy. Jak już się pewnie domyślacie naszą wersję ogrywamy na komputerze osobistym z systemem Windows, co jest równocześnie wadą i zaletą. A jak nasze pierwsze wrażenia? O tym poniżej.

Kilka słów o wersji PC

168186237

Nie jest to nasza pierwsza wizyta w krainie „trzeciego” Wiedźmina. Wcześniej mieliśmy okazję przetestować przez kilka godzin wersję na PS4 lecz była to rozgrywka urywana i wyrwana z kontekstu całości fabuły. Garalt miał już rozwinięte drzewko umiejętności i tak dalej… Wróćmy jednak do naszego PC-towego grania. Za nami jakieś 8 godzin gry. W wielu przypadkach jest to czas, kiedy przejść można całą produkcję, ale nie tutaj. Prolog i pierwsza maleńka lokacja zostały jednak ukończone (łącznie z misjami pobocznymi). O ile wersja PS4 miała strasznie długie ekrany ładowania, to na naszym średniej mocy laptopie były one nadzwyczaj płynne i krótkie – dziękujemy CD Project RED! Inna sprawa, że ustawienia „UBER” nie leżą w naszych możliwościach technologicznych, ale mało kto może sobie w tej chwili na to pozwolić (i nie jest to też potrzebne by cieszyć się w pełni z gry). Mamy jednak radę dla tych, którzy spróbują pokierować Geraltem na swoim laptopie, a nie na „blaszaku”. Nie zapomnijcie o dobrym chłodzeniu sprzętu, bo inaczej gra, która kosztuje dziś 100 zł będzie was kosztować nowy komputer po tych 200 godzinach spędzonych na poszukiwaniu Ciri i unikaniu Dzikiego Gonu. Zbyt entuzjastyczne katowanie karty graficznej i procesora może się tu skończyć oparzeniami (to nie jest żart!), więc przyda się podkładka z wentylatorami.

Był sobie Wiedźmin…

news-wiedzmin-3-dziki-gon

Andrzej Sapkowski pisząc swoje pierwsze opowiadania ze świata Wiedźmina na pewno nie przypuszczał, że stanie się on międzynarodowym produktem eksportowym naszego kraju. O trzeciej odsłonie wirtualnych przygód Geralta wie już cały świat i choć najbardziej brzmi on w swojskiej polszczyźnie, to nawet spłycone tłumaczenia zapewniają mu klimat rodem z najlepszej powieści fantasy. „Zabójcy królów” się skończyły, białowłosy odzyskał pamięć, Ciri zniknęła z zasięgu wzroku możnych, a Yennefer nie pojawiła się na umówionym spotkaniu. Ruszamy więc jej tropem, gdyż wielka miłość (niekoniecznie na grzbiecie wypchanego jednorożca) od zawsze pcha Geralta w najróżniejsze zakątki tego świata. Teraz mamy do czynienia z inwazją Nilfgaardu. Cesarz Emhyr szuka Cirilli lecz nie tylko on. Dziki Gon, pozostałość po Koniunkcji Sfer, również ma ją na oku. I tu zaczyna się nasza przygoda – od niepokoju, snu i ludzkich problemów. Najpierw krótki samouczek, a potem już tylko ogrom zadań, opcji do ogarnięcia i dialogów do wysłuchania. Nasza cierpliwość nie jest tu jednak wystawiona na próbę. Co to to nie!

Co dobrego odnaleźliśmy na początku tej wielkiej przygody?

510306383

Instalacja trwała jakieś 3 godziny, więc możecie wyobrazić sobie nasze napięcie i zniecierpliwienie. Kiedy jednak udało się uruchomić nowego Wiedźmina, cały świat dookoła przestał istnieć. Nasze problemy przestały być ważne, bo Biały Sad zaczął niepokoić gryf królewski. Niby szukamy Yennefer, ale żeby dowiedzieć się gdzie jest, musimy ubić bestie. Nic tu nie przychodzi łatwo. Trzeba zbadać ślady, zorganizować zasadzkę, a jak się okazuje pobliskie tereny i ludność również mają swoje smutki i historie do opowiedzenia. Zanim więc się obejrzymy cwałujemy na Płotce by uratować życie czyjejś córki, która potrzebuje wody, a studnia, z której można ją czerpać, nawiedzana jest przez Południcę. W tym świecie wystarczy znaleźć zwykły list, by rozpocząć małą misję poboczną. Nie brakuje tu również podejmowania licznych decyzji, których konsekwencje mogą być zarówno bardzo szybkie, jak i odległe. Niewiele jest gier, w które nie tylko dobrze się gra, ale i aż chce słuchać dialogów postaci. Za każdym razem, kiedy mieliśmy dowiedzieć się czegoś nowego lub zbadać jakąś sprawę, odczuwaliśmy dziecięcą euforię, co też kryje się w tej wiedźmińskiej niespodziance. Wydawać by się mogło, że starsza kobieta zlecająca nam odzyskanie swojej starej patelni to marny quest. Nic bardziej mylnego – on również potrafi utrzymać napięcie i zadowolić nas przez chwilę swoim kunsztem i mistrzostwem oddziaływania na emocje. Przez te kilka godzin czuliśmy się jak dzieci, które słuchają pięknej bajki (brutalnej, ale tak magicznej, że nie można zasnąć póki nie pozna się jej końca).

Zalety

20150307180019

Ci co rozpływają się nad najnowszymi przygodami Geralta mają rację. Ich argumenty jednak już znacie – wspaniała grafika, intuicyjny model walki, historia,świat… Dziki gon to prawdziwy kosmos w świecie gier. Tutaj jest wszystko i od teraz każdy wydawca będzie musiał liczyć się z konkurencją, jaką stanowi wiedźmińska opowieść. Dla nas jednak przyjemność z grania zawsze wiąże się z małymi rzeczami w ogromnym świecie satysfakcji. Łatwo ocenić, czy coś nam się podoba czy też nie. Trudniej jednak powiedzieć dlaczego tak jest. My polubiliśmy tę grę z wielu powodów, a są nimi między innymi:
– łatwość prowadzenia opowieści i zręczność przeplatania się wątków,
– prawdziwość i swojskość świata (tutaj nie chodzi o to by zostać bohaterem, tylko o zwykłe ludzkie życie i rozterki, które nie są nam obce nawet w dzisiejszych czasach),
– przepiękna muzyka, która nadaje tempa całej akcji i gra na emocjach cokolwiek by się nie działo na ekranie,
– znaki wiedźmińskie (magia to potęga – jak powiedział kiedyś Voldemort),
– poczucie humoru scenarzystów (to trzeba usłyszeć),
– mechanizm tropienia (tutaj nazwany wiedźmińskim zmysłem).

Wady

531832103

Produkcja ta nie uchroniła się również od wad. Początek zdradził nam kilka z nich, a najbardziej bolejemy nad tym, że całość nie wyszła również na PS3, czyli na naszą ulubiona konsolę. Poza niebezpieczeństwem wymiany sprzętu (uwierzcie nam, ta gra to Płomień Tańczący na Kurhanach Poległych Graczy i ich Komputerów) niewiele jednak nas zasmuciło, zirytowało i tak dalej. Na pewno Geralt, który w walce zachowuje się jak super szybka maszyna do zabijania, jest tu trochę zbyt toporny np. w pływaniu, czy zwykłym trafianiu w drzwi. Czasem irytuje też Płotka, która materializuje się gdzieś w krzakach i „wisi na płocie”. Choć bogactwo świata powinno stanowić tu zaletę, to zbieranie roślin może być wyjątkowo uciążliwe, zwłaszcza że do jednej misji pobocznej trzeba je mieć… ale jeśli nie mamy na to nerwów możemy je równie dobrze kupić u zielarki 🙂

Dodaj komentarz