Overlord II – recenzja

Jesteście już zmęczeni ratowaniem świata? Uwiera was fakt, że tak rzadko macie okazję pokazać pazur i dla odmiany wzbudzać strach wśród spotykanych postaci? Nie martwcie się. Rynek gier posiada obecnie całkiem sporo tytułów, których bohater może zasłużyć na wątpliwej jakości reputację, dzięki swoim wyborom. Grając np. w najnowszego Wiedźmina nie raz musieliśmy dokonać wyborów natury moralnej – zabić czy oszczędzić, załagodzić sprawę czy postawić ją na ostrzu…. miecza. Prawie dziewięć lat temu otrzymaliśmy jednak w nasze ręce tytuł, który nie dawał nam wyboru. Wcielając się we Władce Ciemności mogliśmy być co najwyżej źli lub bardzo źli 🙂 Choć może gra ta nie przejdzie do historii jako tytuł wybitny, to grywalność, klimat i prześmieszne żarty na pewno na długo zapadają tu w pamięć każdemu, kto zabrał się za pierwszą część Overlorda. Stworzony tu przez producenta świat nie przeszedł bez echa i tym oto sposobem na rynek trafił dodatek do tego tytułu. Dwa lata później (w 2009 roku) fani Pana Ciemności doczekali się również kontynuacji przedstawionej historii i to właśnie o niej sobie dziś porozmawiamy. Dlaczego? Bo jest to więcej… niemal tego samego, ale po kolei.

Wprowadzenie do fabuły
uno
Bycie innym niż otaczający nas ludzie jest bardzo często dość kłopotliwe. Im bardziej odbiegamy od norm przyjętych w danej społeczności, tym bardziej wyalienowani się czujemy. Tak też jest z naszym głównym bohaterem. Poznajemy go jako małego chłopca, który z powodu faktu, że jest istotą obdarzona umiejętnościami magicznymi, nie ma przyjaciół. Na skutek zbiegu okoliczności w okolicy pojawiają się również Miniony (kolorowe chochliki), których głównym zadaniem w życiu jest znaleźć i służyć swojemu Panu Ciemności. Jako, że nie mamy nic do stracenia postanawiamy zmienić front i dla odmiany stać się tym złym, ucząc się wszystkiego od posłusznych acz złośliwych istot magicznych. By lepiej wczuć się w klimat opowieści, już na tym etapie możemy kontrolować poczynania głównej postaci… oraz Minionów, które w tejże opowieści są niezbędnymi kompanami wszelkich przygód. Szczerze oddane nam potworki zrobią dosłownie wszystko, o co tylko je poprosimy. Ba, prawie cała mechanika walki, eksploracji i zdobywania łupów opiera się na umiejętnym wykorzystaniu naszej skrzeczącej i powiększającej się wraz z postępami w grze armii.

Liniowość w bardzo dobrym wydaniu
forte
Nie ma się co oszukiwać. Overlord II jest tytułem bardzo liniowym i choć posiada on możliwość dowolnej eksploracji odwiedzanych krain, to zadania poboczne są tu przypisane do konkretnego etapu gry i niezbyt dopracowane. Prowadzi to do tego, że grając mieliśmy bardzo niską motywację by je wykonywać – w porównaniu do kontynuowania głównego wątku, który choć prosty, z każdą kolejna lokacją okazywał się coraz przyjemniejszy i ciekawy. Tak więc biegaliśmy sobie po lokacjach, zaprzęgając do pracy naszych małych pomocników i w ten sposób staraliśmy się zbudować mrok i bezwzględność w swoim sercu. I wiecie co? Udało się nam, a w chwilach kiedy Miniony były bezsilne chętnie sami chwytaliśmy za broń i siekliśmy „tych dobrych”.

Mechanika rozgrywki
duo
Jak już wyżej wspomnieliśmy Miniony są nie tylko najbardziej rozpoznawalnym elementem gry, ale również to na nich opiera się całe grono mechanizmów rozgrywki. Bez ich pomocy nie przeniesiemy ciężkich przedmiotów, nie przejdziemy bezpiecznie przez pułapki, czy też nie rozwiążemy prostych zagadek, które potrzebne są do kontynuowania podróży po świecie gry. Tak jak w pierwowzorze mamy tu cztery kolory naszych strasznych pomocników:
– brązowy (przeznaczone do walki w zwarciu),
– czerwone (walczą z dystansu przy pomocy miotanych przez nie ognistych kul),
– zielone (skrytobójcy, atakujący z zaskoczenia i od tyłu, nim przeciwnik zorientuje się w zagrożeniu),
– niebieskie (leczą i jako jedyne nie topią się w wodzie).

Nowością jest natomiast możliwość okiełznania zwierząt, na których Mioniony mogą się poruszać po świecie, zyskując przy tym nie tylko lepszą mobilność, ale i umiejętności bojowe. Mamy więc wilki, pająki oraz salamandry, które znacznie urozmaicają pokonywanie kolejnych trudności i zwiększają skuteczność naszej Armii Ciemności. Podczas gdy chochliki dozbrajają się przy pomocy tego co znajdą, tak główny bohater musi już odwiedzić kuźnię, by uzyskać dostęp do lepszej broni i pancerza. Tak jak Władca Ciemności tak i jego kolorowe sługusy zdobywają punkty doświadczenia. Powoduje to, że przywołując swoich pomocników, którzy przeżyli dotychczasowe przygody możemy uzyskać od razu dostęp do doświadczonych wojowników. Zginął ci potężny Mionion? Możesz go wskrzesić w swoim mrocznym zamku – jednak musisz poświęcić kilka innych stworków za jego życie. Robiąc to zbyt często można doprowadzić do sytuacji, że liczebność stanie się mniej ważna od siły, a tym samym znacznie przerzedzi szeregi naszych mrocznych sił zbrojnych. Nowością jest tu fakt, że w pewnych momentach możemy stać się jednym z naszych Minionów i poprowadzić go przez małe szczeliny do pomieszczeń, których gracz nie jest w stanie objąć wzrokiem.

Kiedy zmęczy cię machanie mieczem
tres
Pomiędzy kolejnymi zadaniami niejednokrotnie wraca się tu do siedziby, którą zajął kierowany przez nas Władca Ciemności i jego chochliki. By nie był to czas stracony, twórcy (tak jak w poprzedniej odsłonie) wprowadzili tu możliwość kupowania i ulepszania swojego mrocznego zamku. Kuźnie trzeba rozwinąć, przydadzą się również gniazda do przywoływania wszystkich kolorów Mionionów i ich zwierzaków czy też ulepszenie mocy czarów. Z czasem do naszego domu sprowadzamy sobie również kochanki, które podłością i czernią serca dorównują swojemu Mrocznemu Panu. Przewrotnie wcale nie musimy być tacy źli. Nowy władca ma w całej grze możliwość wielokrotnego wybrania pomiędzy zabiciem, a przejęciem kontroli nad umysłem. Skutkuje to, że niszczona przez nas wioska wcale nie musi być odtąd wyludniona – może dalej funkcjonować, a jej mieszkańcy będą się odtąd cieszyć na nasz widok. Czary to jednak tylko dodatek – zużywają całą masę energii magicznej, choć są całkiem praktyczne. Wszystko to by podbić magiczną i słodką krainę dobrych i kolorowych stworzeń. Paradoksalnie Mroczny Władca zamiast budzić strach w graczu, szybko zyskuje naszą sympatię (nie wypowiadając ani jednego słowa). Chochlików jednak nic nie przebije!

Plusy i minusy
hightfive
Recenzja i tak się nam już niemiłosiernie wydłuża, a gdybyśmy chcieli opisać wam wszystkie wrażenia z zabawy, to niechcący moglibyśmy zdradzić zbyt wiele i popsuć wielu graczom całą zabawę. Przejdźmy więc do podsumowania wszystkich wad i zalet, które mogą wpłynąć na decyzję o kupnie tego tytułu na jedną z trzech platform (PC, Xbox 360 i PS3). Zacznijmy może od tego co dobre, gdyż jest tego znacznie więcej:
– dobrze dobrana i podkreślająca klimat muzyka (do każdej krainy oraz tego co dzieje się na ekranie przypisany jest inny utwór),
– efekty dźwiękowe, które profesjonalnie uwiarygadniają przedstawiony w grze świat,
– grafika i animacje, które choć niezbyt szczegółowe i złożone, to znacznie podnoszą jakość i nastrój, które chcieli osiągnąć twórcy tego tytułu,
– wygodne sterowanie (słyszeliśmy, że na PC ten element nie jest zbyt intuicyjny, ale na konsoli Sony nie mieliśmy z nim żadnych problemów),
– czarny humor osadzony w przerysowanym i baśniowym świecie, porównywalnym do tego co oferuje nam np. Fable,
niskie wymagania sprzętowe (były takie nawet w momencie premiery).
Drugiej części Overlorda można jedynie zarzucić, że wprowadziła zbyt mało innowacji do serii o Mrocznym Władcy oraz że jest to tytuł niemal wyłącznie dla fanów, którzy grali w poprzednią część. Wybaczyć mu można nierówno działająca sztuczna inteligencję, choć w kilku momentach także i ona nas trochę irytowała (zwłaszcza, jeśli chodziło o zachowanie naszych Mionionów).

Zostaw odpowiedź