Nowy Doom, jaki będzie, to się dopiero okaże…

Świat gier komputerowych osiągnął już taki stopień nasycenia, że wymyślenie oryginalnej fabuły, czy schematu rozgrywki jest dziś bardzo trudne. Oczywiście niektórym się to udaje i dla nich wielkie brawa (patrz Wiedźmin 3 i, jak na razie, jeden dodatek do tej produkcji). O wiele więcej jest jednak produkcji ambitnych, ale o grywalności porównywalnej do The Order 1886. Po prostu nie chce się już wracać do tego świata.

Dla tych mniej kreatywnych producentów zostaje odgrzewanie starych tytułów, które swojego czasu okazały się hitem. Wielki powrót w świetle jupiterów, grafika jak żyleta i oczywiście prosty tytuł bez żadnej cyferki, czy dodatkowych określeń. Powrót do starej dobrej tradycji. Tak zrobiła seria Need for Speed i tak też reklamuje się Doom.

Doom-1-4

Ach te wspomnienia

Pamiętamy czasy pierwszego Doom’a i grafiki na poziomie Minecrafta. Pistolet prostopadle ustawiony do krawędzi ekranu, zamiast stref obrażeń tylko płaskie i szerokie pola, które miały za zadanie stwierdzić jedynie czy się trafiło czy nie. Animacja prawie żadna, ale była to pierwsza gra, która zaczęła wykorzystywać model strzelania w środowisku trójwymiarowym. Rewolucja dosięgnęła wszystkich graczy, a jej wymagania sprzętowe były jak na dzisiejsze standardy dość śmieszne. Nie przeszkadzało nam to urywać się ze szkoły, by zejść do piekła i załatwić kilka demonów. Potem była długa przerwa, aż do czasu kiedy w 2004 roku dostaliśmy DOOM 3. I znowu zaczęło się szaleństwo. Nowa jakość strzelania, klimat wywołujący ciarki na plecach i znowu trzeba było złożyć wizytę pomiotom piekielnym. Krwawa zabawa dla całej rodziny 🙂

Postęp technologi wymaga odświeżenia tytułu

doom_4_13

Kury, która znosi złote jaja, się nie zarzyna tylko hoduje, by jak najdłużej mieć z niej pożytek. Pamiętacie jak wyglądał DOOM 3? Sami byliśmy zdziwieni kiedy zobaczyliśmy ostatnio screeny z tej produkcji. Żeby nie było, modele postaci były na owe czasy bardzo szczegółowe, ale patrząc na nie z perspektywy 11 lat rozwoju rynku gier można odnieść wrażenie, że smartfon ma większe możliwości graficzne i zdołał by uciągnąć tą grę. Fotorealizm jest już właściwie kwestią kilku lat pracy nad technologią. Teraz stawia się na płynność rozgrywki, ilość klatek na sekundę, rozdzielczość i ilość flaków, które będziemy w stanie rozpoznać zabijając kolejnych oponentów wydanych na świat przez samo piekło. Coś czujemy, że znowu noce będą nie przespane dla wielu osób, i to nie tylko dlatego, że rozgrywka będzie trwać do późnych godzin nocnych. Doom tak działa na graczy, że każdy szmer wydaje się im groźbą ataku demona.

Kilka informacji – czyli na co czekamy

gameinformer-article-screenshot-4

Półki sklepowe mają ugiąć się pod ciężarem nowego Doom’a już w połowie maja tego roku (13.05.2016). Wiele informacji jest już nam znanych dlatego postanowiliśmy zebrać je wszystkie w jednym miejscu. Strzępki informacji są tu nieliczne, ale połączone stanowią całkiem intrygujący obraz. Fabuła nie została jakoś bardzo zmieniona, za to otoczenie jak najbardziej. Dość dywagacji, przejdźmy do konkretów:
– ciężka przerażająca atmosfera odczuwalna jest w każdej sekundzie materiałów multimedialnych zapowiadających ten tytuł,
– ważna będzie nie celność, a zręczność gracza w unikaniu grup oponentów i ich obleśnych ramion,
– wprowadzono tzw. finiszery, które mają dać graczowi jeszcze większą satysfakcję z ubicia pomiotów szatana,
– dodano podwójny skok oraz podciąganie się na przeszkodach,
– apteczki i punkty pancerza nadal istnieją i mają się dobrze w nowym Doomie,
– rozgrywka ma się wyświetlać w stałych 60 klatkach na sekundę oraz 1080p,
– kampania dla pojedynczego gracza ma trwać kilkanaście godzin co na standardy współczesnych produkcji jest bardzo dobrą wiadomością,
– single player ma uczyć i bawić, a multiplayer ma tu wgniatać w fotel (oba tryby zapowiadane są jako dopracowane i grywalne),
– tak, wymagania sprzętowe są tu całkiem sporę więc zainwestujcie lepiej w konsole 😛

Dodaj komentarz